Dwa raporty, dwie różne sprzedaże
Handlowcy liczą z CRM-u, księgowość z faktur, a zarząd dostaje obie liczby na tym samym spotkaniu. Spotkanie zaczyna się od ustalania, która z nich jest prawdziwa, a nie od decyzji.
Buduję zestawienia i panele liczone z tych samych danych, na których firma pracuje na co dzień — bez sklejania plików i ręcznego poprawiania formuł. A gdy dane przestaną spływać, raport ma to powiedzieć wprost, a nie pokazywać liczby sprzed tygodnia jako aktualne.
Raport, którego liczby trzeba sprawdzać, nie oszczędza czasu. Przenosi tylko pracę z tworzenia zestawienia na jego weryfikację.
Handlowcy liczą z CRM-u, księgowość z faktur, a zarząd dostaje obie liczby na tym samym spotkaniu. Spotkanie zaczyna się od ustalania, która z nich jest prawdziwa, a nie od decyzji.
Ktoś pobiera pliki z trzech systemów, skleja je w arkuszu i naprawia formuły, które znowu się rozjechały. Raport jest gotowy w południe i już wtedy opisuje miniony tydzień.
Prowizje, zwroty i należności liczy się wstecz, z maili i notatek, bo w trakcie miesiąca nikt nie zapisywał ich w jednym miejscu. Każde takie odtwarzanie kończy się dyskusją.
Źródło przestało zasilać raport, ale wykres wygląda normalnie, tylko się nie rusza. Nic nie świeci na czerwono, więc nikt tego nie zauważa, a decyzje zapadają na podstawie stanu, który już nie istnieje.
Zaczynał jako prosta lista, a dziś ma tysiąc wierszy, kilka zakładek i komórki, w których mieści się po parę informacji naraz. Działa, dopóki ktoś nie doda kolumny w złym miejscu.
Raport składa ktoś, kto zna wszystkie wyjątki i ręczne korekty. Gdy jest na urlopie, raportu nie ma, a gdy raport jest, nikt inny nie potrafi go obronić.
Zaczynam od pytania, na które raport ma odpowiadać, i od tego, gdzie dziś rodzi się każda liczba. Potem wybieramy jedno zestawienie, które kosztuje najwięcej ręcznej pracy, i doprowadzam je do produkcji, zanim dojdą kolejne.
W kalkulatorze wycen, z którego handlowcy MAS Group korzystają w terenie, każda zmiana statusu zamówienia trafia do historii: z jakiego etapu, na jaki, kiedy i kto ją zrobił. Prowizja jest przypięta do zamówienia, z którego wynika, więc na koniec miesiąca nikt nie musi jej odtwarzać.
Na platformie Flyt kampanie wspólnego importu w jednym kontenerze i wpłacone na nie depozyty mają jawne stany w Postgresie, a panel administracyjny pokazuje je na żywo. Kampania w złym stanie jest widoczna od razu, a nie dopiero wtedy, gdy kupujący napisze z pytaniem, gdzie są jego pieniądze.
Kanał sprzedaży części dla klientów indywidualnych prowadzi osoba, która pracuje w arkuszu Google, więc tam go zbudowałem. Wyzwalacz uruchamiany przy edycji komórki od razu poprawia format numeru telefonu i uzupełnia dane stałego klienta po jego numerze identyfikacyjnym. Wiersz jest poprawny w chwili zapisu, więc SMS nie trafia na źle zapisany numer, a stałego klienta nikt nie wpisuje od nowa.
Dwa błędy z mojej własnej infrastruktury: panel pokazywał metryki, których dane źródłowe usunięto miesiąc wcześniej, a zadanie synchronizacji przez dwanaście dni zgłaszało sukces, nie zapisując niczego. Dziś liczby na moim panelu są przeliczane ze źródła, a żaden przebieg nie może ogłosić sukcesu, dopóki nie odczyta z powrotem tego, co zapisał.
Przy przenoszeniu danych wypożyczalni z płatnego systemu, który nie dawał eksportu, pierwsze podejście robione na oko zgubiło 32 z 82 wpisów w kalendarzu. Pięć z nich to przyszłe blokady pojazdów, które nowa aplikacja pokazywała jako wolne. Wyłapało to dopiero mechaniczne porównanie danych źródłowych z bazą. Od tamtej pory import jest dla mnie skończony wtedy, gdy takie porównanie się domyka, a nie wtedy, gdy ekran wygląda dobrze.
Zły stan kampanii widać w panelu, zanim zapyta kupujący
Bez odtwarzania prowizji na koniec miesiąca
82 z 82 wpisów zgodnych po uzupełnieniu brakujących 32
Cztery kroki. Pierwszy jest bezpłatny i często wystarcza, żeby wiedzieć, czy w ogóle jest o czym rozmawiać.
Rozmawiamy o jednym procesie: co się w nim dzieje, ile razy w miesiącu i gdzie ucieka czas. Jeśli nie ma tu czego automatyzować, powiem to na tej rozmowie.
Dostajesz proces opisany z zaznaczonymi miejscami strat, proponowany zakres, widełki kosztu i szacowany czas — razem z listą rzeczy, których nie warto ruszać.
Każdy etap kończy się czymś, co da się włączyć do pracy i ocenić w liczbach, zanim ruszy kolejny. Zamiast kwartału ciszy i jednego dużego uruchomienia.
Zespół uczy się na Waszych danych, dokumentacja i dostępy zostają po Waszej stronie. Jestem przy pierwszych nietypowych przypadkach — te pojawiają się po starcie, nie w dniu uruchomienia.
Zależy od liczby źródeł i od tego, czy dane da się pobrać przez API, czy tylko z ręcznego eksportu. Pierwsza, 30-minutowa rozmowa jest bezpłatna. Po obejrzeniu, skąd dziś biorą się Twoje liczby, dostajesz widełki dla swojego przypadku, a nie ofertę napisaną w ciemno.
Nie zawsze. Kanał sprzedaży części dla klientów indywidualnych, który zbudowałem, działa w całości w arkuszu Google, bo przy kilkudziesięciu zamówieniach i jednej osobie to właściwe narzędzie. Arkusz przestaje wystarczać, gdy jedna komórka zaczyna mieścić kilka informacji naraz. Moja własna kolejka kampanii mailowej, prowadzona jako tabela w notatkach, urosła do 930 wierszy. Automat źle ją odczytał, uznał, że nic nie czeka na wysyłkę, i pominął osiem zaległych maili przypominających. Od takiego momentu dane należą do bazy, a arkusz może zostać jako widok.
Zwykle nie. Suma, średnia i porównanie z poprzednim miesiącem to zapytanie do bazy, które za każdym razem daje ten sam wynik i nie zużywa ani jednego tokenu. Model językowy ma sens tam, gdzie odpowiedzi nie da się policzyć wprost, na przykład przy krótkim streszczeniu zapytania od klienta. Wtedy pracuje na Twoich danych i nie jest pytany o liczby, które są w tabeli.
To częsty punkt wyjścia i pierwsza część pracy, a nie przeszkoda. Zaczynam od mechanicznego porównania źródeł z tym, co trafia do raportu. Przy migracji wypożyczalni takie porównanie znalazło 32 brakujące wpisy, które umknęły sprawdzaniu na oko. Lepiej poznać skalę problemu przed zbudowaniem panelu niż po.
Nie, i nie będę udawał, że jest inaczej. Dobrze znam bazy operacyjne, na których firma pracuje na co dzień — Postgres, uprawnienia, historię zdarzeń — i raporty liczone prosto z nich. Hurtownia danych dla dużej organizacji to pokrewna, ale osobna specjalizacja. Jeśli jej potrzebujesz, powiem to na pierwszej rozmowie, zamiast brać projekt, którego nie dowiozę.
Kod piszą agenty AI. Ja odpowiadam za specyfikację, decyzję o architekturze, review, wdrożenie i za to, co się dzieje, gdy coś przestanie działać na produkcji. Gdy projekt potrzebuje więcej rąk, dołączają developerzy CetusPro, software house'u z Rzeszowa.
Trzydzieści minut wystarczy, żeby powiedzieć, czy jest tu co automatyzować. Jeśli nie ma — usłyszysz to wprost, zanim powstanie jakakolwiek oferta.
Umów bezpłatną konsultacjęBez zobowiązań. Bez oferty, zanim zrozumiem proces.